Jak Dominika Gwit odnalazła swoją drogę do szczęścia

Czy można czuć się dobrze, gdy dopadnie nas efekt jo-jo? Można. Bo w pracy nad sylwetką nie liczy się tylko ilość zgubionych kilogramów i rozmiar ubrania. To walka o życie w zgodzie z samą sobą i odnalezienie takiego momentu, w którym czujemy się najlepiej ze swoim ciałem.

dominika gwit odchudzanie nadwaga zbilansowana dieta samooakceptacja

Dominika spełnia się teraz jako mentorka wszystkich tych, które granicę w gubieniu kilogramów zatraciły już dawno / fot. materiały prasowe

Wszyscy znamy historię Dominiki Gwit. Portale plotkarskie rozpisują się o jej pre i post nadwagowych kształtach. Aktorka przez swoją przemianę była narażona na wysłuchiwanie skrajnych opinii na temat swojej metamorfozy, jedni mówili, że zbyt szczupła sylwetka wcale jej nie służy, inni się zachwycali, a złośliwi obwieszczali jej rychły powrót do starej wagi. I mieli rację, ale nie użyję tutaj przysłówka „niestety”, gdyż Dominika dopiero teraz czuje się świetnie. Wprawdzie nie powróciły wszystkie nadprogramowe kilogramy, ale ultraszczupłej sylwetki nie udało jej się utrzymać na dłużej.

I choć dbanie o figurę nie powinno stanowić determinanty naszego życia, to jednak ciało z którym czujemy się dobrze może to życie drastycznie zmienić. Na lepsze. Stąd tytuł najnowszej książki Dominiki, do stworzenia której zainspirowały ją perypetie z %BF w tle. „Moja droga do nowego życia” wczoraj miała swoją premierę.

Dominika nigdy nie goniła ślepo za ideałami, dopiero gdy znaczna nadwaga zaczęła zagrażać poważnie jej zdrowiu, zorientowała się, że najwyższy czas na zmiany. Schudła aż 50 kilogramów! Niezależnie od opinii na temat tego, jak odchudzona aktorka się prezentuje, wszyscy zgodnie byli w ogromnym szoku. Silna dotychczas dziewczyna nie wytrzymała presji i wciągnęła się w spiralę odchudzania, pozwoliła jej dyktować warunki swojego życia i zaprzątać głowę obsesjami na jego temat. Nie czuła się dobrze z nowym rozmiarem 34.

Nie każdemu pisany jest rozmiar 34 i nie mówimy tutaj o tym, że silna wola jest przez niektórych nieosiągalna, a o predyspozycjach, jakimi obdarzone są kobiety. Każda jest inna i każdej, która za bardzo będzie walczyła z naturą wyjdzie to na niekorzyść. „Nie umiałam zaakceptować swojego ciała. Było obce. Nie znałam go. Dążyłam do ideału, do którego i tak nigdy bym nie dotarła. Właściwie to nawet nie wiem, jaki był mój ideał (…). Mam taką, a nie inną budowę. Wąskie biodra, wypukły brzuch. Nie będę nigdy superlaską ‘90, 60, 90’. Muszę się z tym pogodzić. Jednak to, jak bardzo się w sobie spięłam i jak bardzo dążyłam do ideału, sprawiło, że nie umiałam siebie zaakceptować”. Czy naprawdę jakiś ideał istnieje? Zarys tak, ale to ideał innych, nie twój własny, to tak, jakbyś realizowała czyjeś marzenia. Warto?

Aktorce odnalezienie się w całym tym dietetycznym ambarasie zajęło trochę czasu, ale gdy już dojrzała, postanowiła się za pomocą książki podzielić przeżyciami z innymi, w szczególności z kobietami, mającymi podobne problemy. Przesłanie, które ze sobą niesie można sprowadzić do jednego, prostego zdania: nawet w rozmiarze 34 nie będziesz czuła się dobrze dopóki nie zaakceptujesz samej siebie. Podpisujemy się pod nim obiema rękoma.

Patrycja Puszczewicz

KOMENTARZE

DODAJ KOMENTARZ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>