Tajemne zabiegi, czyli dlaczego gwiazdy wyglądają lepiej

„Nie ma takich zabiegów, którym poddają się znane osoby, a z których nie mogłaby skorzystać każda inna kobieta” – mówi Dr Marek Wasiluk i wyjaśnia, na czym polega różnica w korzystaniu z medycyny estetycznej między statystyczną kobietą a osobą znaną, zarabiającą na wizerunku

Dr Wasiluk medycyna estetyzna uroda

Nie istnieją takie zabiegi medycyny estetycznej, którym nie mogłaby poddać się „przeciętna” kobieta / fot. M. Bahr

Dlaczego gwiazdy wyglądają lepiej niż inne kobiety w podobnym wieku?

To, co widzimy na ekranie czy w gazetach, w dużej mierze jest zasługą profesjonalnego makijażu i Photoshopa. Jednak rzeczywiście osoby znane często wyglądają lepiej, bo o to dbają. Gwiazda pracuje twarzą, więc jej młody wygląd ma kolosalne znaczenie. Nie tylko ze względów zawodowych (pokazując poszarzałą, zmęczoną twarz, może nie zdobyć kolejnej roli lub stracić program w telewizji), ale i towarzyskich – to o tych ludziach się plotkuje, tymczasem kamera lub aparat fotograficzny mają zdolność demaskowania wszelkich niedoskonałości, których na żywo się nie zauważa.

Czy gwiazdy mają jakieś tajemne zabiegi, do których przeciętna Polka nie ma dostępu?

Nie ma takich zabiegów, którym poddają się znane osoby, a z których nie mogłaby skorzystać każda inna kobieta. Różnica tkwi w sposobie korzystania z medycyny estetycznej. Kluczem są czas i pieniądze. Z każdej pacjentki mogę zrobić gwiazdę. Jednak większość kobiet korzysta z terapii optymalnych, czyli takich, które pozwalają uzyskać zadowalający efekt, są dostępne cenowo i jak najmniej uciążliwe w sensie liczby wizyt. Ale są też terapie idealne. Te drugie, oprócz pieniędzy, wymagają sporej liczy zabiegów, systematyczności i ciągłości. Gdybym jednak mówił pacjentkom, że wprawdzie dobry efekt mogą osiągnąć dzięki terapii kosztującej pięć tysięcy, ale po wyłożeniu 50 tysięcy rocznie będą wyglądać olśniewająco, to niechybnie wiele z nich uznałoby to za próbę naciągania.

Znam kobiety, dla których koszty nie grają roli i które dużo czasu spędzają w gabinetach, a wcale nie wyglądają młodziej czy lepiej, tylko… bardziej sztucznie.

Jest jeszcze jeden czynnik, bez którego osiągnięcie perfekcyjnego wyglądu przy pomocy zabiegów medycyny estetycznej nie jest możliwe. To doświadczony lekarz z wypracowanymi metodami i doskonałym sprzętem. Gdy zabiegi są wykonane kiepskim sprzętem, słabej jakości materiałami lub choćby w niewłaściwej kolejności, gdy nie ma dla nich odpowiedniego planu, wtedy nawet duże pieniądze nie gwarantują efektu. Na swoim blogu dużo piszę o synergii, czyli terapiach łączących różne zabiegi. Efekt odpowiedniego połączenia kilku zabiegów jest bez porównania lepszy niż wykonanie tych zabiegów osobno. Zauważyłem jednak, że synergia to takie słowo wytrych – każdy mówi, jak jest ważna, a nie każdy potrafi ją sensownie stosować. Podam przykład. Niedawno jedna z moich pacjentek skarżyła się, że robiła gdzieś zabieg laserem frakcyjnym ablacyjnym połączony z osoczem i jest rozczarowana efektem. W takich wypadkach zastanawiam się, jak to się dzieje, że u mnie efekt jest, a u innych nie zawsze. Czy to kwestia jakości sprzętu, ustawienia parametrów? W tym przypadku okazało się, że to kwestia kolejności zabiegów. Laser frakcyjny i osocze idealnie do siebie pasują, bo pierwszy odświeża i pobudza skórę, a drugie jeszcze dodatkowo stymuluje komórki do pracy. Użyte naraz dają jeszcze lepszy efekt, ale pod warunkiem że najpierw wykona się zabieg laserem, a następnie poda osocze, które nie tylko potęguje efekt lasera, ale też przyspiesza gojenie się skóry po zabiegu. Tymczasem pacjentka miała to zrobione… na odwrót, czyli najpierw osocze, a potem laser. To oznacza, że jej poprzedni lekarz kompletnie nie rozumiał fizjologii i istoty działania tych dwóch metod. Jeśli bowiem najpierw podamy osocze, to owszem, płytki krwi zdążą uwolnić czynniki wzrostu, które wpływają na pobudzenie skóry. Ale co z tego, skoro 10 minut później zostaną one zniszczone przez laser, który doprowadzi do ich odparowania?

Jakiej częstotliwości wymagają zabiegi gwiazd?

Większość pacjentek robi sobie zabieg czy nawet serię, a potem przestaje na pół roku lub dłużej, aż poczuje, że znów wygląda gorzej. Jeśli jednak ktoś chce wyglądać idealnie, musi sobie robić różne zabiegi właściwie non stop. W terapiach gwiazd zabiegi podtrzymujące, stosowane raz w miesiącu, są niezbędne. Skóra starzeje się cały czas, i cały czas trzeba ją pobudzać. Owszem, można przyjąć jako minimum laser raz w roku, ale można go też wykonać co cztery miesiące, a osocze co miesiąc. A do tego w razie potrzeby botoks, kwas l-polimlekowy albo i delikatnie uzupełnić ubytki kwasem hialuronowym. Przy takiej częstotliwości wizyt regularnie pobudzana skóra nie ma jak się zestarzeć. Poza tym gdy zabiegi robi się częściej i regularniej, podaje się mniejsze ilości preparatów, zabiegi są mniej agresywne, więc nie widać, że coś było zrobione, nie ma drastycznych zmian w wyglądzie, a pacjent zachowuje naturalną mimikę twarzy i większą naturalność. Bez względu na to, czy chodzi o zabiegi dla gwiazd czy dla zwykłych ludzi, cały czas trzeba pamiętać, by działać zarówno na jakość skóry, jak i na kształt twarzy. Przychodzą do mnie pacjentki, które mają świetny, młody kształt twarzy, ale bardzo starą cerę. Ale bywa też na odwrót – mimo zadbanej cery twarz jest obwisła i wygląda staro.

Rozmawiała Aneta Pondo

Top 8 zabiegów gwiazd:
1. Botoks
2. Laser frakcyjny ablacyjny
3. Osocze bogatopłytkowe
4. Kwas hialuronowy
5. Lifting nićmi
6. Kwas l-polimlekowy
7. Polikaprolakton
8. HIFU

KOMENTARZE

DODAJ KOMENTARZ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>