TESTUJEMY KARBOKSYTERAPIĘ NA TWARZ CZYLI BĄBELKOWY ZABIEG

W słoneczny dzień udałam się do krakowskiego salonu Odrodzenie na zabieg o skomplikowanej nazwie karboksyterapia. Trochę się bałam, bo najpierw ochoczo zgłosiłam się na test, a potem doczytałam, że zabieg polega na nakłuwaniu skóry… A ja nie lubię igieł!

karboksyterapia zabiegi odmładzanie cellulit

Magiczne działanie CO2 na skórę szturmuje gabinety medycyny estetycznej / fot. materiały prasowe

Najpierw słówko o salonie. Jest położony w samym centrum Krakowa (okolice Placu Inwalidów), kameralny, ładnie urządzony. Prowadzą go mama (Małgorzata Gajewska-Didiuk) z córką (Anna Didiuk – ja trafiłam właśnie w jej ręce). Salon jest znany z indywidualnego podejścia i czasu poświęcanego każdej klientce. Również moja wizyta zaczęła się od dokładnego i przystępnego wyjaśnienia mi, na czym polega zabieg, któremu miałam za chwilę się poddać.

Karboksyterapia (zwana pieszczotliwie „bąbelkowym zabiegiem”) polega na wstrzykiwaniu pod skórę CO2, czyli dwutlenku węgla. W ciągu siedmiu dni od zabiegu w miejscu aplikacji następuje wzmożona cyrkulacja tlenu. Oprócz tego CO2 mechanicznie rozbija złogi tłuszczowe, stymuluje produkcję kolagenu i elastyny oraz zwiększa drenaż limfatyczny. Po wywołaniu tych wszystkich cennych dla naszej urody reakcji gaz wędruje do płuc, skąd zostaje w naturalny sposób wydalony z organizmu. Zabieg jest całkowicie bezpieczny, nie wywołuje skutków ubocznych, a ilość dwutlenku węgla podanego w trakcie zabiegu jest zbliżona do ilości gazu wytwarzanego w organizmie podczas wysiłku fizycznego.

Najbardziej niezwykłe w karboksyterapii jest to, że przynosi zupełnie inne efekty w zależności od miejsca aplikacji. Kosmetyczne panaceum! CO2 wstrzyknięty w twarz gwarantuje odmłodzenie i odświeżenie cery, a także redukcję worów lub cieni pod oczami. W ciało – leczy blizny i rozstępy, zmniejsza cellulit. W skórę głowy – ma dobroczynny wpływ na zmiany łuszczycowe i pomaga w walce z łysieniem.

Na początek ciężka decyzja – robimy zabieg na twarz czy na ciało (konkretnie – nogi)? Zdałam się na panią Anię, która zdecydowała, że robimy oba zabiegi, z tym że będą mniej intensywne (żeby nie wprowadzać do organizmu zbyt dużej ilości dwutlenku węgla).

Przebrałam się w pachnący szlafrok, ułożyłam wygodnie na łóżku… A pani Ania stała przede mną z urządzeniem przypominającym pistolet zakończony igłą i cierpliwie tłumaczyła, że WCALE nie będzie TAK BARDZO bolało. Nie byłam do końca przekonana… Jednak pierwszy strzał był miłą niespodzianką – faktycznie, WCALE TAK BARDZO nie bolało. Powiem szczerze, kilka ukłuć nie bolało w ogóle, większość – bardzo umiarkowanie, a przy kilku, owszem, trochę się skrzywiłam się. Jednak ogólnie mówiąc było na tyle dobrze, że od razu zapisałam się na następny zabieg! Zabieg na twarz trwał 10 min. i składał się z ok. 20 wkłuć. Zabieg na nogi trwał 20 min. i składał się z ok. 20 wkłuć.

Zaraz po zabiegu byłam trochę zaczerwieniona, więc pani Ania zaproponowała mi infuzję tlenową (zwaną „zabiegiem gwiazd”). Była to przemiła chwila wytchnienia po emocjach pierwszego w życiu nakłuwania w celach estetycznych. Leżałam sobie wygodnie, z głośników sączyła się relaksująca muzyka, a twarz owiewał mi miły, chłodny wietrzyk. Na zakończenie pani Ania nałożyła mi na twarz lekki podkład, a ja równie lekkim krokiem udałam się do domu.

Na drugi dzień… No, nie powiem, że obudziłam się młodsza o 10 lat, bo byłaby to pewna przesada. Tym niemniej buzia, którą zobaczyłam w lustrze pozytywnie mnie zaskoczyła. Ani śladu po wczorajszych wkłuciach, cera świeża i promienna, widocznie mniejsze cienie pod oczami… Nowa ja – super! Na nogach były widoczne ślady, ale za to ciałka nad kolanami było jakby mniej…

Po tygodniu ponownie udałam się do salonu Odrodzenie, tym razem zupełnie na luzie – już wiedziałam, że karboksyterapia nie jest bardzo bolesna. Z panią Anią zdecydowałyśmy, że tym razem zajmujemy się tylko twarzą. Znowu wygodnie się położyłam, pani Ania przygotowała znajomy „pistolet” (nie budził już we mnie strachu) i zaczęło się nakłuwanie. Po zabiegu znowu byłam zaczerwieniona, więc pani Ania zastosowała infuzję tlenową. Potem szłam od razu do domu, więc tym razem zamiast podkładu na mojej twarzy znalazł się mający niesamowicie odżywcze działanie olej arganowy (zwany poetycko „płynnym złotem Maroka” – chyba najmodniejszy kosmetyk tego roku!).

Po dwóch zabiegach moja cera jest gładka i świeża. Drobne zmarszczki zniknęły, podobnie jak oznaki zmęczenia i niedosypiania. Po cieniach pod oczami pozostał zaledwie… cień! Karboksyterapię polecam każdej dziewczynie, która chce się poczuć trochę młodziej – i o wiele piękniej!

Gabriela Iwasyk

KOMENTARZE

DODAJ KOMENTARZ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>