TESTUJEMY KARBOKSYTERPIĘ – NA CELLULIT I TKANKĘ TŁUSZCZOWĄ (część 1)

Bolało? To pierwsze pytanie, jakie usłyszałam, kiedy wróciłam do redakcji z Instytutu Bielenda po zabiegu karboksyterapii. Nie. Nie bolało! W każdym razie nie na tyle, by mnie zniechęcić do kolejnych zabiegów. A tych przede mną sporo, bowiem zalecana seria obejmuje ich dziesięć

karboksyterapia test zabiegu beauty bielenda

Choć lato już w pełni, a zabieg karboksyterapii należy wykonać w seriach, nic nie stoi na przeszkodzie, by zapisać sobie go na swojej liście „to do”. / fot. Fotolia

Karboksyterapia jest powszechnie uznawana za najlepszą rzecz, jaką medycyna estetyczna wymyśliła do tej pory na cellulit. Ten, jak wiadomo, zaczyna się od zaburzeń krążenia, które prowadzą do nieprawidłowego metabolizmu, odkładania się toksyn w tkance tłuszczowej i rozrostu komórek tłuszczowych. W terapii antycellulitowej trzeba zatem to krążenie poprawić i przywrócić prawidłowy metabolizm. Tak działa karboksyterapia. W czasie zabiegu wprowadza się pod skórę dwutlenek węgla, pod wpływem którego następuje uwalnianie tlenu z krwi, rozszerzanie naczyń krwionośnych, a tym samym lepsze dotlenienie komórek i w efekcie poprawa metabolizmu. Karboksyterapia działa na cellulit zarówno w stadium początkowym, jak i bardziej zaawansowanym. Jest też skuteczna w walce z nadmiarem tkanki tłuszczowej – pod wpływem wstrzykiwania CO2 komórki tłuszczowe ulegają uszkodzeniu, a następnie łatwo są metabolizowane.

Zabieg zaczęłam od… obejrzenia urządzenia, słyszałam bowiem wcześniej wiele negatywnych informacji na temat karboksyterapii wykonywanej kompaktowymi aparatami w kształcie długopisu, które nie mają regulacji przepływu i podają zimny gaz powodujący bolesność. Na szczęście w Instytucie Bielendakarboksyterapia jest wykonywana nowoczesnym urządzeniem z podgrzewaniem gazu, mającym regulację parametrów przepływu, ciśnienia, a także wszystkie certyfikaty (również na butlę i podawany w trakcie zabiegu gaz). Z panią Kasią, kosmetolożką wykonującą karboksyterapię, ustaliłyśmy obszar zabiegowy – brzuch, uda i pośladki. Zapewniła mnie, że wykona zabieg tak, by zminimalizować dyskomfort (i słowa dotrzymała), i że tym, co będę głównie odczuwała, będzie uczucie rozpychania się gazu pod skórą.

Zabieg polega na wprowadzeniu pod skórę cienkiej igły, którą jest zakończona rurka doprowadzająca gaz z urządzenia. Wbicie igły jest niemal nieodczuwalne, dlatego zabieg nie wymaga znieczulenia, wyraźnie wyczuwalne jest natomiast rozchodzenie się gazu pod skórą, która lekko się nadyma. Nie jest to jednak bolesne, a jedynie… dziwne, tak jakby pod skórą rozlewała się woda. Zostałam uprzedzona, że czasem może się pojawić siniak. Rzeczywiście, mam po zabiegu dwa siniaki na brzuchu i dwa na nodze. To niewiele na łącznie ponad 60 ukłuć igłą (tyle ich mniej więcej naliczyłam). Nawet teraz, gdy piszę ten tekst, czuję się zaskoczona, że tak łatwo poszło.

Po zabiegu, dla wzmocnienia efektu, zrobiono mi jeszcze drenaż limfatyczny całego ciała urządzeniem Body Health. Ubrałam się do tego w specjalny kostium, a masaż wykonano próżniowo głowicą z zasysającymi skórę rolkami. Idea zabiegu jest taka, by jeszcze bardziej stymulować krążenie, ułatwić usuwanie toksyn i przyspieszyć rozpad komórek tłuszczowych.

Połączenie tych dwóch zabiegów sprawia, że czuję się spokojna o rezultaty całej terapii. O tym, jak się czułam w połowie serii i jaki był efekt końcowy, napiszę wkrótce.

Aneta Pondo

Zabieg testowałam w Instytucie Piękna Bielenda, Kraków, ul. Biskupia 4, tel. 12 633 05 75, www.instytut.bielenda.pl

KOMENTARZE

DODAJ KOMENTARZ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>